zusKiedy padały zapewnienia Premiera Donalda Tuska o tym, iż umowy o dzieło nie będą nigdy podległaby  „ozusowaniu”, inspektor ZUS prowadził kontrolę jednej z firm szkoleniowych. Jej efekt? Podważenie umów o dzieło z trenerami z ostatnich pięciu lat.

Okazuje się , iż ZUS jest instytucją, która nie podlega nawet polskiemu prawu. Prawo sobie – ZUS sobie. Kontrola ta – przeprowadzona w jednej z firm szkoleniowych-  może mieć bardzo duże skutki dla całej branży. Artykuł Bożeny Wiktorowskiej z dzisiejszego wydania „Gazety Prawnej” ( z dnia 17.05.2013 r.) opisuje bulwersujący ( choć doskonały w swej prostocie) mechanizm działania ZUS-u.

Schemat jest następujący:
a. ZUS testuje firmę A obciążając ją składkami ( o których płaceniu ta wcześniej nie zdawała sobie sprawy)
b. Następnie czeka na reakcję i wyrok sądu
c. Zapłacone składki firmy A i wygrana sprawa w sądzie – naliczenie milionów składek dla wszystkich podobnych podmiotów gospodarczych w całej Polsce.

A teraz to, co rozbawiło najbardziej – uzasadnienie ZUS na podstawie którego wnosi , iż umowy o dzieło w przypadku szkoleń powinny być objęte składkami ZUS.Otóż inspektorzy tej instytucji uznali, iż umowa o dzieło zakłada wykonanie  indywidualnego, oznaczonego i sprawdzonego rezultatu. Zdaniem inspektorów kursy szkoleniowe nie spełniają tego warunku, gdyż po odbytym kursie poziom wiedzy jego uczestników będzie różny, a więc nie będzie spełniał warunku ‚jednakowości”.

Zdaniem profesora  Jana Klimka dyrektora Instytutu Przedsiębiorstwa w Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie Szkoły Głównej Handlowej może to prowadzić do bankructw firm szkoleniowych, które zostaną zmuszone do opłacenia zaległych składek z kilku lat.

Cóż przez długi czas opierałem się powszechnemu przekonaniu, iż w Polce urzędnik może wszystko. Muszę zrewidować swoje zdanie.